Wiosna w pełni, najwyższy czas pożegnać się z zimowymi wspomnieniami. Ale mnie jednak trochę dzisiaj naszło...
Spokojnie, o seksie też będzie!
Rzecz miała miejsce w Zakopanem w czasie ferii zimowych. Aby trójka dzieci mojej siostry i moje jedno, miały godziwy wypoczynek, wynajęłyśmy kwaterę i pilnowałyśmy je tam na zmianę.
Było super!
Moja zmiana wypadła oczywiście jak nie było odrobiny śniegu natomiast siostra miała go pod dostatkiem.
Rano śniadanko potem narty, sanki, deski i powrót na kwaterę na obiadokolację.
Dzieci mojej siostry są cudowne. Najstarszy syn, prawie młodzież, nie rozstawał się z moim synem i oboje nie wymagali prawie opieki. Natomiast należało się przyłożyć do Maluchów, to jest: Lulka pierwszoklasisty i Igi- lat 5.
Pewnego popołudnia, moja zaradna siostra wróciła z dziećmi i małżonkiem na kwaterę. Wszyscy byli mocno padnięci . Kolacja miała być (dopiero!) za dobrą godzinę. Tatuś padł na wyrko byleby przeczekać do jedzonka, natomiast moja siostra zarządziła:
- Bawić się grzecznie bo ja chcę chwilkę odpocząć obok ojca.
Na to, niezwykle rezolutny i wszystkowiedzący, Lulek:
-Wiem! Będziecie uprawiać seks!
I tu Iśka wykorzystała moment aby pomarudzić z głodu i zmęczenia:
-A ja nie mam z kim uprawiać seksuuuuu!
Ja nie mam mężaaaaa!!!
Dyskusję zakończył mój, niezwykle dobrze wyedukowany, syn:
-Daj spokój Isia! Seks jest przereklamowany!
Czy widzicie jakie mądre pokolenie nam rośnie!
To oni będą pracować na wasze emerytury!
Ciekawa jestem czy wtedy nadal będą wałkować sekspolitykę, zakaz-aborcja, nakaz-prokreacja, zakaz-pornografia, nakaz-seks za pracę...
Może sobie z tym poradzą lepiej niż my...
PYK!
Moje „okno na świat” nadaje.
Czasami zastanawiam się czy już kompletnie nie ześwirowało.
O co oni się kłócą? O aborcję?
Nie teraz o karę śmierci.
Chociaż nie, chyba o eutanazję...
Zaraz, to jak, ratują w końcu to życie czy chcą zabijać?
Ale samemu to już nie można?
Nic nie kapuję. Nie ma się co dziwić; głupia jestem.
I tej wersji się trzymają!
Dlatego musi za mnie, czyli za osobę słusznie z powodu blond-głupoty ubezwłasnowolnionej, podejmować decyzje Roman G.
PYK!
„Szczotka vileda! Polubisz porządki!”
Akurat! Uwielbiam być zamontowana do drugiego końca szczotki i na niej zasuwać. Na pewno to polubię.
PYK!
„Jesteś tego warta”
Tej szczotki czy obrońcy Romana G.?
„Dbaj o siebie . Zacznij od skóry!”
„Margarett Astor- jak pięknie być sobą”
Jasne zwłaszcza jak zasuwa się na viledzie ze świadomością, że dobry wujek Roman wszystko za mnie załatwi...
PYK!
O, znowu chodzi o życie. Tym razem o polityczny żywot Józefa O. No, teraz to ma naprawdę przechlapane!
Rozgadał się chłopina.
Rzeczywiście jest jak brzytwa! Poklął na kogo trzeba i to w trendy stylu. I co będzie teraz z jego życiem? Ani aborcja, ani eutanazja..... może kara śmierci?
PYK!
"A wątroba? Można dbać o wątrobę i nie rezygnować z przyjemności! Hepatil!"
Czy Józef O. zabezpieczył wątrobę przed kolacją z Aleksandrem G.? Powinien! Zresztą powinien pomyśleć nie tylko o wątrobie... Teraz biedaczek żałuje.
PYK!
Nicole Kidman uratowała świat! I to w jakim stylu! I to z kim! Z Clooney’em. Ci to umieją ratować życie. Każde: narodzone, nienarodzone, zapite, szlachetne, upadłe... Ratują jak leci, wszystko! Na cały terroryzm świata wystarczy tylko sama Nicole. O co tu się dalej martwić skoro mamy takich idoli? Świat nie zginie!
PYK!
„Tak powinno być w każdym banku” No i jest , Wszędzie tak samo....
PYK!
„Cztery oznaki zdrowej skóry”
„Siedem oznak zdrowych zębów”
Po co wam ludzie NFZ? Wystarczy leczyć się z reklam.
PYK!
„Mam już dosyć tego przeziębienia!”
„Świetnie to rozumiem”
„Nie sądzę” "A jednak!”
Przed oglądaniem tv skonsultuj się z lekarzem albo farmaceutą
PYK!
"Gwarancja zadowolenia albo zwrot pieniędzy!"
Zaraz dostanę zwrot, wywrot , zawrot i wylew z pełną gwarancją zadowolenia
PYK!
Prawie jak tv
Prawie jak życie
Prawie robi duża różnicę...
PYK! PYK! PYK! PYK! PYK! PYK! PYK!
PYK! PYK! PYK! PYK! PYK! PYK! PYK!
Co mogłoby mi poprawić humor?
Beznadzieja! Dalej mi smętnie.... No to jeszcze jedna próba:
No dobra! Powiem prawdę.
Umówiłam się z Anką na rekolekcje do klasztoru (!). Anka mówi, że tylko tam można to niebywale przeżyć.
Musiałam więc trochę (dla równowagi) nagrzeszyć.
A..... i tu was mam! Panny, matki, żony, babcie i kochanki!
Już widzę jak co niektóre miały przed oczyma Denzela pod prysznicem!
A tu nic z tego.
To się nazywa umiejętność budowania gwałtownych zwrotów akcji!
Rekolekcje rozpoczynają się w przyszłym tygodniu i będą zakończone spowiedzią.
Będę taka nadobna i pogodzona ze światem.
Będę mieć aureolę którą co jakiś czas schowam pod moherowy berecik.
Może nawet zacznę blogować z ojcem dyrektorem....
Od moich wpisów będzie bić taka jasność.....
Już za tydzień!
Pani Prezydentowa od pewnego czasu punktuje u mnie na plus.
A przyznam, że początkowo ciężko jej było w moim rankingu wyjść z minusa.Nie chodzi o to, że nie jest pięknością i zasuwa do samolotu z reklamówką.
Jej pozycja zawsze spadała w dół jak widziałam, że poprawia mężowski krawat, strzepuje pyłek z garniturka, szepcze do uszka....
Dumałam sobie: Taka kurka domowa w cieniu kaczuszki.
A tu, proszę! Rozpuda! Dzień Kobiet!
Ma kobitka własne zdanie i to dodatkowo mądre i rzeczowe.
Nie kłania się w pas ojcu dyrektorowi, nie odszczekuje w mediach, nie tłumaczy się skoro raz powiedziała.
Chapeau Bas! Szacuneczek!
Zobaczymy co będzie dalej.
Mam nadzieję, że nie zobaczę ją u boku Magdzi Mołek i nie będzie tłumaczyć jak jeść nożem i widelcem.
I zobaczcie gdzie diabeł nie może tam babę pośle!
Toż to oblicze naszego wodza/wodzów otoczone Gierdychami i Lepperami zostaje odrobinę łagodzone poprzez jedną osobę . I to taką na którą kompletnie nikt nie liczył.
Mała (wielka) myszka, cicha myszka w zajadle szczekającym zwierzyńcu.....
Nie cierpię okresu p.t. :Zbliżają się święta...”, bo:
Ale.. ale... przyjdzie Wielka Sobota, będzie koszyczek, święconka, bazie, mazureczek, lenistwo, rodzinka i będzie cudnie. A ja nie będę mogła uwierzyć, że można nie lubieć świąt.
Na razie jestem wściekła i pewnie tego nie dożyję.
Bez siekiery nie podchodź!!
Oto ja.
Mam około 40 lat (w tym roku bo w poprzednim byłam ciut starsza).
Mam trochę ponad jedno dziecko (1,24).Jestem katoliczką ale z praktykowaniem różnie bywa. Nie mniej jednak, dzieci do komunii są doprowadzane.
Pracuję, a jakże, ale w najlepszym przypadku na średnim szczeblu zarządzania mimo, że mam lepsze wykształcenie od niejednego faceta awansującego szybciej.
Wszystkie ankiety wskazują, że uważam się za gorszą i głupszą, mimo że, częściej władam obcymi językami i jestem bardziej chętna na wszelkiego rodzaju dokształty niż panowie. Pensję pominę milczeniem (podobnie jak ci od których ona zależy).
To ja jestem głównie ofiarą przemocy mimo, że z roku na rok notują, wzrost ilości moich konfliktów z prawem. Alkoholizm i nikotynizm! Przechlapane! W tej dziedzinie prawie już facetów dogoniłam.
Ale, ale ! Bez przesady!! Bardzo rzadko wsiadam po pijaku do samochodu. Tu dominują panowie i to znacznie!
Żrę namiętnie natomiast środki przeciwbólowe.
Oczywiście to głównie ja wykonuję prace domowe włącznie z zadaniami dla dzieci szkolnych, wychowuję, chodzę na wywiadówki i do lekarza.
Władam i zarządzam również budżetem domowym, co nie jest dziwne bo suma to niewielka i bez obaw można ją powierzyć osobie stojącej na niższym szczeblu rozwoju.
Oglądam namiętnie seriale (w przerwach jak nie sprzątam, piję, jestem na wywiadówce lub się nie dokształcam). Kocham zwłaszcza rodzime lub brazylijskie.
Czytam najczęściej babskie pisma z dużą ilością fotek znanych ludzi i z plotami oraz jedną książkę na rok (i co Poczwarka na to?).
W teatrze bywam raz na dwa lata natomiast częściej w kinie.
Ale, nie jest tak źle, bo interesuję się polityką i jestem czynnym wyborcą.
Niestety, nie jestem w elitach władzy, bo inne statystyczne nie głosują na mnie, jak już zdecyduję się startować.
Wybierają wtedy facetów.
Jestem niezwykle podatna na reklamę i dlatego jest ona adresowana głównie do mnie i do dzieci.
Na koniec dodam, że nie miewam orgazmu ale się do tego nie przyznaję i udaję mimo, że stosunkowo wcześnie zaczynam (18 lat i 9 miesięcy).
Mam nadwagę i częściej maluję paznokcie niż golę nogi(!)
Jak Wam się podobam? Już się pokochałam!
Chyba z radości się upiję, obejrzę serial, przeczytam 1/365 książki, zażyję środki przeciwbólowe a następnie pójdę na wywiadówkę (z wymalowanymi paznokciami ale bez ogolonych nóg). Tam mnie nakryją i wejdę w konflikt z prawem.
Nie! Lepiej będzie jak po pijaku na wywiadówkę pojadę samochodem.
Złapią mnie i w ten sposób popieprzy im się w statystykach....
W pobliżu mojej pracy otworzono następny ciucholand (pewex, szmatex, secondhand’s.....). Chyba zwiedzieli się, że tu będzie niezły zbyt bo pracują same nisko opłacane kobitki, i jest to już czwarty ciucholand który mijam idąc do pracy. Pierwszy powstał w miejscu gdzie za starych czasów królowała „Moda Polska” i gdzie zakupiłam za grubą kasę swój pierwszy elegancki kostium. Był niepowtarzalny, niezniszczalny i niezapomniany.......
Nie ma już „Mody Polskiej”, „Telimeny” jest natomiast moda polska ciucholandowa (bez dużej litery bo zeszła z piedestału i poetycznie i patetycznie sięgnęła bruku).
O, nie! Absolutnie nie mam zamiaru narzekać. Co to , to nie! Ja umiem się dostosować i nie będę płakać po... ( chciałam napisać po wylanym dziecku z kąpielą ale ja mam zbyt dosłowną wyobraźnię i kojarzy mi się to z najgorszym horrorem. Kto wymyśla takie idiotyzmy? Uczą tego na polonistyce?).
Toteż, w obecnej rzeczywistości (polskiej kobiety pracującej) ,zachadzam do świątyń obecnej mody polskiej. A jakże!
Wygrzebałam sobie ostatnio żakiet który nazwałam „40 deko” za jedyne 15 złotych! Jest super! Zwraca uwagę oczywiście nie stopniem zniszczenia ale bajernym krojem. Darmo by takiego szukać po butikach.
Kupiłam również swojemu małżonkowi koszulę firmy „Boss” w drobniuteńką krateczkę w granatowych i niebieskich odcieniach. Uprałam, wyprasowałam i powiedziałam, że nabyłam ją na hali targowej od ruskich. Gdybym powiedziała, że jest z ciucholandu nawet by na nią nie spojrzał a tak to się ucieszył.
On ma pojęcie! Boszszsz..... Koszula „Boss’a” od ruskich!!! Tylko mój kochany facet daje sobie wcisnąć taki kit.
Nigdy nie kupiłam mu żadnej „wdziewki” od ruskich! Ja rzeczy piorę a nie wietrzę a w większości przypadków po zabiegu prania placowo-targowe rzeczy się prują, odbarwiają i nie nadają nawet do ciucholandu (zawłaszcza tam!!!!).
Mój ukochany ma również obiekcje co do innych sklepów typu „Zara”, „H&M”, „Orsey” ,ale nie powiem, dzielnie zniósł moją wyprawę do tego typu obiektów w ramach posezonowych obniżek.
Wprawdzie, prawie zdębiał, jak kupiłam sobie w ”Zarze” bluzeczkę za jedyne 99 złotych (po obniżce oczywiście).
Nie mógł chłopina pojąć jak, coś co mieści się w zamkniętej dłoni (jego oczywiście), może kosztować taką kasę! Gdyby on jeszcze wiedział, że jego „Boss” kosztował dychę...
Nie mógł zrozumieć, że bluzka dostała dokupiona do żakietu „40deko” i że będzie to idealny komplet. Dokładnie takiej szukałam zaraz po kupieniu żakiecika.
Gały mu zrobiły się olbrzymie jakbym mówiła, że będę paradować ubrana tylko w ten żakiet z bluzką (nawet bez majtek). Nie znalazł wytłumaczenia jakim cudem to do siebie pasuje.
To, że facet nie zna się na modzie to jest wybaczalne ale, że nie ma zmysłu estetycznego to karygodne!
Gdyby jego poglądy na ubiór przenieść na stosunki międzyludzkie, to mój ukochany małżonek, okazałby się ortodoksyjnym rasistą !
On nie widzi rzeczy tylko ich pochodzenie.
Oczywiście nie podoba mu się zarówno ciucholand jak i „Zara” .
To gdzie ja mam ubierać siebie i rodzinę? W biedronce?
To nie pomyłka! Jestem kobietą upadłą.
Upadłą w całej rozciągłości.. Upadek mój był nagły i niespodziewany i , jak należało się spodziewać, udział w tym ma oczywiście facet.
A oto historia mojego upadku:
Słoneczko świeciło pięknie (przynajmniej świeci tak od paru dni) i w związku z tym bardzo wolno podążałam sobie chodniczkiem obok ścieżki rowerowej i ulicy w stronę zalewu. Naokoło nie działo się nic.
Jedyny punkt dający oznaki życia, to był samochód zaparkowany parę metrów przede mną i pochylający się nad boczną jego szybą facet.. Zajęty był rozmową z kimś w samochodzie.
Był w średnim wieku ( to znaczy osiemnaście lat skończył co najmniej dwa razy), ubrany w kurtę skórzaną i , co ciekawe miał pięknie, naturalne, jedwabiście i kasztanowo połyskujące włosy. Wierzcie mi, znam się na tym. W życiu nie miałam takiego efektu na głowie a inwestuję w farby co miesiąc i to sporo. Kasztan to mój kolor ulubiony.
Słoneczko powodowało drażniące w oczy odblaski od kurtki i jedwabistych włosów faceta. Gdy go mijałam, rozmawiał nadal.
Co mnie zauroczyło w tym obrazku? Nie mam pojęcia.
Facet?
Naprawdę najzwyklejszy w świecie. Nie do końca znowu taki urokliwy , ani wysoki ani niski, Taki sobie sympatyczny gościu.
Samochód?
Komu jak komu ale mnie to nie można tym zaimponować. Rozróżniam tylko kolory. Jedyny, jaki pamiętam, że mi się wrył w pamięć to ceglastego koloru opel tigra. O niego gotowa byłam walczyć. Pięknie pasował by do większości moich ubrań. A zwłaszcza do płaszcza. Rodzina moja uznała jednak, że odpada w przedbiegach bo jest dwuosobowy a nas jest troje plus pies.
No więc, o co chodzi z tym zauroczeniem?
Minęłam gościa , pokonałam dobry kawałek drogi i nagle doznałam nieprzepartej ochoty zobaczyć go jeszcze raz. Ale przecież nie mogłam się odwracać! Przyszło mi na myśl, że przejdę na drugą stronę ulicy.
I......pewnikiem, zrobiłam to zbyt szybko. Nie dość, że wlazłam na ścieżkę rowerową, omal nie wpadłam pod rower to jeszcze odskakując rąbnęłam w jakowyś znak. Głową i torebką . Upadając zdążyłam jeszcze powiedzieć: „O, przepraszam!” i to nie do rowerzysty ( który też wyrżnął parę metrów dalej) ale do znaku.
Gdy z trudem podnosiłam się do kupy po tym haniebnym upadku, to jego świadek a zarazem przyczyna, czyli jedwabisto kasztanowy facet, patrzył na mnie z rozdziabioną gębą, On na pewno nie był mną zauroczony bo nie sądzę żebym padała z wdziękiem. Okazał się zwykły i kompletnie już nie połyskujący. Ale ja już chyba słabo widziałam....
Teraz liżę rany (boli łeb, przedramię i biodro) i rozpaczam jak nisko upadłam. Jak zwykle przez faceta.....
Ostatnio nie mogę zamknąć tematu w jednym blogowym wpisie. Ba, nawet piszę nie na temat. Dlatego, tytuły nadaję po zakończeniu wpisu. Wtedy, gdy coś się wyklaruje.
Wczoraj (oj, to już przedwczoraj) zamierzałam dać upust nostalgii za dzieckiem, które wyjechało raptem na weekend a skończyło się, że przywaliłam politykom.
To nie tak miało być!
Absolutnie i z pełną świadomością, nie chcę pisać o polityce!
Mimo, że nieustannie ryje się w moje życie. Sieje zamęt, rzuca padliną, niepokoi, oburza jednocześnie chcąc się przypodobać. Obrzyd!!!!
Politycy mnie nie rajcują.
Ich „seksapil władzy” na mnie nie działa.
Co niektórych, w przypływie bardzo dobrego nastroju, może uznałabym za wartych moich zmysłów (tylko bez podtekstów: autor miał na myśli wzrok!). Ale musieliby się nie odzywać.
A to, chyba niemożliwe.........Licznik odwiedzin: 358368
| « marzec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | |||
| 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 |
| 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 |
| 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 |
| 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | |
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: